• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9

GloBall nareszcie w drodze!!!

W Warszawie 縠gna nas choinka jak znalaz: w ko馽u jedziemy 硂wi w Afryce uj阠ia do filmu GloBall.

28 grudnia trzon ekspedycji (8 os骲) wyruszy poci眊iem z Warszawy do Mi駍ka na Bia硂rusi. Wszyscy spotkali秏y si w zaimprowizowanym sztabie, z dwudniow lokalizacj w restauracji ?Tapa y Toro?
w Z硂tych Tarasach. Nie tylko blisko peron體 Dworca Centralnego, ale i z super obs硊g i dobrym jedzeniem (dzi阫ujemy za go禼in!).




Ekipa zjecha砤 si z czterech stron 秝iata. Z Augustowa, z Wroc砤wia, Krakowa i Warszawy. Wszystko zgodnie z planem, poza? ilo禼i baga縴. Co prawda odpowiedzialny za transport na tym odcinku Jurek wys砤 wszystkim informacj, jakie mamy ograniczenia wagowe dla naszych rzeczy zabieranych do samolotu (max. 7 kg. ? baga podr阠zny, 23 kg. ? baga g丑wny). Wygl眃a na to, 縠 wszyscy maj pod kontrol swoje rzeczy osobiste. Zapomnieli秏y jednak o tym, 縠 GloBall to nie wycieczka, i 縠 generuje to tzw. cz甓ci wsp髄ne. Jedzie z nami mn髎two sprz阾u filmowego, wyposa縠nie pi砶arskie dla Mecz體 Bardzo Towarzyskich (takie, kt髍ego nie by硂 jeszcze, gdy pakowali秏y samochody na statek w listopadzie). Czego tam nie ma, w tych naszych paczkach? S nawet dwie sk砤dane bramki, 40 par r阫awic dla bramkarzy, sprz阾 do zdj赕 z lotu ptaka i tajemnicza maszyna do filmowania graj眂ych w pi砶 drapie縩ik體. Wszystko ? konieczne dla wykonania misji GloBall i niemo縧iwe do spakowania wcze秐iej?




Na peronie, po usypaniu wszystkich baga縴 na jedn kup, wydaje si, 縠 jest co nie tak. Tak jakby, na oko, za du縪? Ale co tam, w ko馽u jest nas 8 os骲 i pewnie optycznie troch to dziwnie wygl眃a. W sumie powinni秏y mie 潮cznie nie wi阠ej 240 kilogram體. Kto rzuca, 縠 to jednak wygl眃a na jakie 300 kilo?  Uspakajamy si, 縠 pewnie wyjdzie jednak mniej i cze舵.




Wje縟縜 poci眊, wi阠 nie marudzimy, tylko sprawnie pakujemy si do przedzia丑w. Niekt髍e torby s takie wielkie, 縠 nie mieszcz si w oknach, przez kt髍e wrzucamy je do 秗odka. Pakowanie wychodzi nam jednak sprawnie i ju po chwili ruszamy.




Si潮 rzeczy zaczynamy od zaj辨 w podgrupach ? trzyosobowe kuszetki sprzyjaj ma硑m klubom dyskusyjnym i rotacji mi阣zy za硂gami. Na pogaduchach mija nam tych par godzin do Bia硂rusi. Zbli縜 si zatem


NASZA PIERWSZA GRANICA!


Obawy s nast阷uj眂e: Batiuszka kaszenka nie lubi pi砶i no縩ej (woli hokeja), Unii Europejskiej, Polski, dziennikarzy, kamer, wolno禼i s硂wa ze szczeg髄nym naciskiem na takie poj阠ia jak ?tolerancja?  czy ?otwieranie zamkni阾ych granic?. Hmmm,wygl眃a na to, 縠 spe硁iamy wszystkie warunki, by nas zatrzyma, ograbi ze sprz阾u TV i zakaza wjazdu. Dlaczego jedziemy przez Bia硂ru? Oj, tak po prostu b阣zie ciekawiej. A na serio ? z Mi駍ka by硑 najta駍ze bilety do RPA.

Na wszelki wypadek mamy liczne pisma od polecaj眂ych nas instytucji, w tym jedno przygotowane specjalnie na okazj bia硂rusk. Pi阫nie przet硊maczone na rosyjski, wystawione przez Muzeum Warszawskiej Metropolii Prawos砤wnej, oddzia MUZEUM IKON, podpisane przez jego dyrektora, Micha砤 Boguckiego ? kt髍emu przy okazji jeszcze raz bardzo dzi阫ujemy za pomoc! Takie pisma w podr罂y cz阺to ratuj 縴cie, dobytek a na pewno mn髎two czasu, nerw體 i pieni阣zy?



Dyrektor Muzeum Ikon ? Micha Bogucki i nasz ?bia硂ruski glejt ratunkowy na wszelki wypadek?.


Nie, 縠by秏y mieli jaki wielki stres, przekraczanie granic to w ko馽u nasza robota, ale jeste秏y ciekawi, do czego si przyczepi.
Wje縟縜my na przej禼ie w Terespolu, ?Nasi? o nic si nie czepiaj, po chwili ko砤 wagon體 stukocz na metalowym mo禼ie kolejowym nad Bugiem. Wkraczaj mundurowi, pytaj o nasze do舵 charakterystyczne GloBall?owe ubrania  i? super sprawnie wpuszczaj nas na Bia硂ru :)


Bez absolutnie 縜dnych problem體. Albo maj tu taki standard, albo jako dzia砤 magia zorganizowanej, niestandardowo wygl眃aj眂ej grupy? Nie wiemy, ale si dowiemy (na kolejnych granicach).

Pierwsza ciekawostka, to legendarny ?szeroki tor?. Patent, kt髍y zatrzyma Hitlera. Klasyczna, genialna, strategiczna Big Idea. Wystarczy硂 minimalnie zwi阫szy rozstaw szyn, by 縜den wr骻 nie m骻 skutecznie wnikn辨 w g潮b Imperium. Wed硊g wielu historyk體, by to jeden z kluczowych  element體 przegranej p蠹niej przez Niemc體 wojny. Problemy z transportem zaopatrzenia na du縴ch odleg硂禼iach zatrzymaj najlepsz nawet armi. Nie dali rady Napoleon i Adolf, ale z pewno禼i damy rad my. Zw砤szcza, 縠 jedziemy tylko do Mi駍ka, i to w pokojowych zamiarach ;-)



Wymiana podwozi wagon體 wygl眃a super. Poci眊 wje縟縜 do wielkiej hali, pot昕ne podno秐iki unosz go do g髍y. Na dole uwijaj si robotnicy, wi阫sze elementy przenosi suwnica bramowa. Wszystko idzie sprawnie, a miejsce jest zadziwiaj眂o czyste i uporz眃kowane. Po godzinie poci眊 jest gotowy do drogi. Ruszamy dalej.

Jeste秏y na Bia硂rusi.


Drugie, co nas zaskakuje, to niesamowicie czyste dworce kolejowe, kt髍e widzimy z okien wagon體.


W Polsce nie do舵, 縠 nigdy takich nie by硂 - jest jeszcze gorzej ? nasze dworce po remontach wygl眃aj na brudniejsze od bia硂ruskich? Pytamy o to naszych Towarzyszek, to znaczy Pa, kt髍e wsiad硑 do poci眊u na granicy. Zaprosili秏y do naszego przedzia硊 dwie z nich ? Rais i Ludmi酬. Obie Panie s roze秏iane, przemi砮 i otwarte na inne kultury, czyli wszystko jest w duchu GloBall.  G丑wnie dlatego, 縠 zakupili秏y od nich wcze秐iej placki ziemniaczane (pycha!) i w骴k (te pycha).




Ludmi砤 i Raisa poprosi硑 o podwiezienie do Brze禼ia (inaczej musia硑by jecha na korytarzu, na stoj眂o), a my nie marnujemy 縜dnej okazji do nawi眤ania serdecznych relacji ze spo砮czno禼i lokaln. Ju po chwili wagon jest roz秔iewany, a w przerwach mi阣zy bia硂ruskimi pie秐iami dyskutujemy o geopolityce. Wychodzi na to, 縠 Panie zgodnie twierdz, i na Bia硂rusi jest w sumie super. Argumenty ?za?: nie ma korupcji, w kraju jest porz眃nie, czysto i bardzo bezpiecznie, dzieci mo縩a bez obaw nawet na nocn zabaw wypu禼i bez obaw, 縠 kto na nie napadnie albo b阣zie kusi narkotykami. Tych problem體 Bia硂ru po prostu nie ma.

Co prawda za prac p砤ci si tu ?niemno縦a?, ale za to regularnie i na pewno. Inflacja by砤, ale ju jest lepiej. Panie zapewniaj, 縠 sklepy s pe硁e jedzenia najwy縮zej jako禼i (w co trudno uwierzy, jak si ju osobi禼ie spr骲uje wi阫szo禼i produkt體). I w og髄e, 縠 nie ma co narzeka, bo terroru ?niet?, na Ukrainie jest gorzej ni u nich, a my S硂wianie jeste秏y bra鎚i i powinni秏y po prostu cieszy si ze swojego dobrego s眘iedztwa. Nic doda, nic uj辨. W poci眊u w pi砶 nie gramy, bo nie ma miejsca, ale integracja by砤 bardzo udana i czego si o 秝iecie nowego dowiedzieli秏y.




C罂, gdy wysiadamy o 3.00 rano czasu miejscowego (2 godziny dalej ni u nas!!) w Mi駍ku z poci眊u, jeste秏y pod wra縠niem. Jest naprawd czy禼iutko, wr阠z sterylnie. Jak w Singapurze albo? w Phenianie. Zupe硁ie na serio ? mamy poczucie powa縩ej manipulacji ze strony medi體 w Polsce. kaszenka mo縠 i jest totalitarny, mo縠 i niedemokratyczny, ale ten kraj naprawd nie wygl眃a, jakby panowa砤 w nim  anarchia, jaka chaotyczna bieda i og髄ny bezsens. Raczej jest tak, 縠 w kraju, w kt髍ym mieszka par milion體 Homo Sovieticus, potrzebny jest Gospodarz, kt髍y tward r阫 rz眃zi krajem. Mo縠 zabrzmi to troch niepolitycznie, ale mnie osobi禼ie kilka z tych argument體, jakie pad硑 z ust Ludmi硑 i Raisy, trafi硂 do przekonania. Wol mieszka w Polsce, na Bia硂ru si nie przeprowadz, ale czuj si z tym, co wiedzia砮m wcze秐iej o Bia硂rusi jako niewygodnie. Troch to jest tak, jak z tym naszym krzewieniem na 秝iecie demokracji w europejskim wydaniu. Kto powiedzia, 縠 to najlepszy system dla wszystkich ludzi na 秝iecie?  Polska telewizja pokazuje Bia硂ru w taki spos骲, jakby cenzura wycina砤 z niej wszelkie dobre strony sytuacji w tym kraju. Ja czuj si odrobin zmanipulowany ? ludzie s mili, u秏iechni阠i, najedzeni, 縜dna milicja si do nas o nic nie czepia, bezpieka nas nie 秎edzi, na ulicach jest porz眃nie. Wygl眃a na to, 縠 faktycznie wi阫szo舵 mieszka馽體 tego kraju za jak倍 wi阫sz wolno禼i wcale nie t阺kni, a Batiuszka ma pomys na rz眃zenie Bia硂rusi.



Oczywi禼ie wiemy, 縠 jad眂 z centrum Mi駍ka na lotnisko ogl眃amy pod秝ietlan wystaw, za kt髍 kryje si kraj postsowieckich zwyczaj體, biednych wsi i ludzi wychowanych przez z硂wrogi system. Ale z drugiej strony na ?demokratycznej? Ukrainie rzeczywi禼ie jest gorzej, co wida go硑m okiem. Czu, 縠 na Bia硂rusi naprawd nie ma korupcji, kt髍a dusi s眘iedni Rosj. A na ulicach jest rzeczywi禼ie czysto jak w Niemczech i bezpiecznie jak w Szwajcarii.

My oczywi禼ie i tak wolimy Woln Polsk, z wszystkimi jej wadami :)

Tymczasem wje縟縜my na lotnisko. Jest do舵 ponure i zaciemnione, wi阠 natychmiast rozbijamy ob髗 GloBall Airport Camp i k砤dziemy si spa na karimatach, 砤weczkach i na czym si tylko da. Spali秏y raptem chwilk, bo znikn瓿y nam te dwie godziny r罂nicy w strefach czasowych (cho jest tak blisko?).


Rano pobudka wci笨 jest uwik砤na w zmian czasu ? wstajemy przed 11.00 czasu lokalnego, i jak si okazuje ? jest to pora do舵 p蠹na. Zanim uda nam si umy, co zje舵, spakowa, przepakowa, ju nas poganiaj s硊縝y lotniskowe, bo jeste秏y sp蠹nieni.



W tym ca硑m biegu znika nam ze 秝iadomo禼i fakt, 縠 najprawdopodobniej mamy?


NADBAGA.




Podczas odprawy zaczynaj si k硂poty. Praktycznie wszyscy mamy przeci笨one torby z baga縠m podr阠znym, a suma pozosta硑ch toreb i kufr體 przekracza? 300 kg. Pan z linii lotniczych Zjednoczonych Emirat體 Arabskich ? ETIHAD ? zatroskanym g硂sem o秝iadczy nam, 縠 niestety mamy nadbaga, i 縠 b阣ziemy musieli za niego zap砤ci.




OK., pytamy ile kilogram體 i jak du縪 si za to nale縴. Odpowied, jaka pada, buduje napi阠ie w dw骳h fazach, po kt髍ych nasze emocje skacz najpierw nisko, a potem bardzo wysoko. Odpowied pierwsza brzmi: ?69 kilogram體 ponad norm?. Ja czuj, 縠 to niedobrze, ale mo縠 mam z砮 przeczucie? Niestety, druga odpowied powoduje u wszystkich gwa硉owny skok ci秐ienia. Dop砤ta za jeden kilogram nadbaga縰 to? 27 euro!!! A my mamy 69 kilogram體, to daje nam bezlitosny wynik: 1863 euro dop砤ty!!! 8.290 z硂tych!! To wi阠ej, ni bud縠t jednej osoby na ca硑 wyjazd!!! Nie mamy nawet tylu pieni阣zy ze sob!


Nast阷uje faza gor眂zkowych negocjacji, bo samolot odlatuje za nieca潮 godzin, a my jeste秏y jeszcze w trakcie odprawy i przepychania si przez bramki. Pan z ETIHAD jest nieugi阾y. Dzwonimy do naszego biura podr罂y, wymy秎amy metody, myki i argumenty. Nic to nie daje, informacja zwrotna jest wci笨 taka sama - je秎i chcemy zatrzyma nasze baga縠, mo縠my nie lecie. Stosujemy kilka strategii jednocze秐ie: mamy jeden niewykorzystany bilet (Pawe砶a) ? mo縠 to da nam dodatkowe kilogramy? (Nie da硂). Po chwili okazuje si, 縠 Tomek nie odebra swojej karty pok砤dowej ? jeste秏y 30 kilo do przodu. Kombinujemy z przepakowaniem baga縴 podr阠znych, odchudzamy si upychaj眂 w kieszeniach ksi笨ki i co ci昕sze elementy. Finalnie p砤cimy skwaszeni 680 euro (ok. 2.900 z.). To i tak du縪, ale zawsze prawie 2/3 mniej, ni w pierwszej wersji kryzysu nadbaga縪wego. Ju po odprawie okazuje si, 縠 uda硂 nam si przekona ETIHAD przez naszego agenta lotniczego (to firma ?ALBATROS?) do uznania naszego nadbaga縰 w ramach zrobionej rezerwacji za niep砤tny. Za kilka miesi阠y dowiemy si, czy zwr骳 nam te pieni眃ze?


Wreszcie wsiadamy do samolotu. Po nieca硑ch 6 godzinach lotu l眃ujemy w Abu Dhabi. To wielkie, kolorowe i nowoczesne lotnisko typu HUB ? mn髎two ludzi przesiada si tutaj na loty do Afryki, Australii i ca砮j Azji.



Abu Dhabi z samolotu ? wielkie i bogate miasto na pustyni z chmur pi阫n  iluminacj czyni.


Widok z ekranu w samolocie: w nocy, przez sen, po raz pierwszy przekraczamy r體nik. B阣ziemy tu za jaki miesi眂 czy dwa z powrotem, drog l眃ow ;-) P.S. To niesamowite, jak r罂ni si 秝iat ogl眃any na tej trasie z okna samolotu ? Europa i kraje arabskie to mn髎two 秝iec眂ych miast i dr骻. Afryka jest ca砤 ciemna, z rzadka wida s砤bo o秝ietlone miejscowo禼i. Kolejne, niezbyt fajne, czarno-bia砮 zestawienie?
***

Trafiamy na naszego Airbusa 320 do RPA i po kolejnych 12 godzinach lotu z postojem w Johannesburgu, podchodzimy do l眃owania na lotnisku w Kapsztadzie. Na powitanie czeka na nas niezwyk硑 widok? naszego statku!


Ten ma硑 punkcik pod strza砶 to nasz 300 metrowy kontenerowiec MSC Methoni na podej禼iu do portu w Kapsztadzie. Foto: Mariusz Szumiec.



Nasz statek na redzie portu w Kapsztadzie ? zdj阠ie wykonane ju po l眃owaniu.


Nie do wiary!! Nasze samochody, kt髍e zapakowali秏y do kontener體 w Gdyni 21 listopada, na samym finiszu przegra硑 z nami wy禼ig do portu! Przez ca硑 grudzie 秎edzili秏y ich losy ? najpierw z powodu sztormu nie zd笨y硑 za砤dowa si na zaplanowany statek w Hamburgu. Potem z tygodniowym op蠹nieniem trafi硑 na pok砤d MSC Methoni, kt髍y na swojej trasie zd笨y wygenerowa jeszcze kilka dodatkowych dni obsuwy. Po jego wyp硑ni阠iu z wysp Kanaryjskich stracili秏y kontakt ze statkiem, by w momencie naszego l眃owania w Afryce zobaczy go z okna l眃uj眂ego  samolotu, jak kotwiczy na redzie portu w Kapsztadzie. Dramatyczny fina wy禼igu z czasem na przestrzeni ponad 20.000 kilometr體, za kt髍y raz jeszcze dzi阫ujemy firmie Hartwig, naszemu partnerowi spedycyjnemu. Bez Was kontenery by硑by tu pewnie na wiosn ;-)



I tak?

o 8 rano 30 stycznie 2011 roku l眃ujemy wreszcie szcz甓liwie na Samym Ko馽u Afryki :-)




Ekipa jest zm阠zona i dosy brzydko pachnie po 潮cznie 47 godzinach podr罂y non-stop. Ale kiedy nieprzytomnym wzrokiem ogarniamy niesamowity widok Kapsztadu z dominuj眂 nad nim g髍 Sto硂w, czujemy, 縠 tak naprawd tutaj?

zaczyna si GloBall.



Mi駍k - lotnisko

Dodatkowe informacje