• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9

Po prostu Koniec Świata!


5 stycznia udało nam się dotrzeć na przylądek Igielny. To najdalej na południe wysunięty kraniec Afryki. Ludzie często mylą z nim Przylądek Dobrej Nadziei, który jest po prostu odrobinę bardziej sławny i malowniczy.


Igielny może i wygląda mniej spektakularnie, ale za to jest prawdziwy. Dla nas jako podróżników to ważne, by trasa miała uczciwy „początek”.

Na przylądek Igielny dotarliśmy tuż przed zachodem słońca, na szczęście zdążyliśmy napompować Wielką Piłkę (pozdrowienia dla jej producenta, firmy WATS!) i symbolicznie postawić ją na cokole, znaczącym punkt, w którym spotykają się dwa oceany – Indyjski i Atlantycki.



Afrykańskie słońce zachodzi bardzo szybko. Patrzyliśmy na to razem, siedząc na skale, słuchając szumu oceanicznych fal, rozbijających się o rafy i NAPRAWDĘ POCZULIŚMY MOC TEGO SPEKTAKLU. Wyjątkowe miejsce na mapie świata ma swoją magię. Ja osobiście, poza znalezieniem muszelki dla córki Marysi, właśnie tutaj poczułem naprawdę, jak długą drogę musimy teraz przejechać, by dotrzeć do domów…



Przylądek Igielny to nie tylko symbol. W tej okolicy spotykają się dwa gigantyczne prądy oceaniczne – z Indyjskiego napływa tropikalny prąd Mozambicki, a z Antarktydy do oceanu Atlantyckiego wpada  zimny prąd Benguelski. Wywołuje to wiele pogodowych atrakcji, które przez setki lat były zmorą marynarzy. O życie walczył tu kiedyś nasz wielki żeglarz, Leonid Teliga, podczas swojego rejsu dookoła świata. Wielu w tym właśnie miejscu tę walkę przegrało – wody dookoła przylądka, na którym nie przypadkiem stoi latarnia morska, kryją ponad 2000 zidentyfikowanych wraków. Do dziś co roku ma tu miejsce nawet kilkanaście morskich katastrof, co skrupulatnie dokumentuje miejscowe „Muzeum Wraków”.

Przylądek Igielny. Prawdziwy koniec świata… I początek afrykańskiej części trasy ekspedycji GloBall!

Teraz możemy jechać dalej. Następny cel – Namibia.


Dodatkowe informacje