• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9

Mecz w Bitterfontein

7 stycznia 2012 samochody GloBall toczyły się przez przepiękne, półpustynne rejony. Tuż przed zachodem słońca  zjeżdżamy do maleńkiej, jedynej na tym odcinku miejscowości. Bitterfontein okazuje się być osadą złożoną z kilkudziesięciu domów. Na szczęście jest czynny bar i sklep, w którym można kupić coś zimnego do picia. Przed sklepem grupka miejscowych, których oczywiście od razu zaczepiamy i organizujemy natychmiast Mecz Bardzo Towarzyski. To nasza szansa na rewanż! Jest magic hour, najlepsze światło do zdjęć dla naszych operatorów Tomka i Antosia, i oczywiście głównego fotografa - Bola.


Rozstawiamy na ulicy bramki, i mecz rusza z kopyta. Drużyna RPA składa się tym razem z pełnego przekroju społecznego i ma rozbudowaną strukturę wiekową. Napastnik ma jakieś 9 lat, gra na boso i jest piekielnie zwrotny. Reszta to nastolatki, plus jeden siwy dorosły. Grają dobrze i są waleczni.


Na nasze nieszczęście tym razem mają też genialny doping. Pod sklepem rezyduje grupka dziewczyn, na czele z tęgą i głośną kobietą, która od pierwszych sekund drze się niemiłosiernie. Klaszcze, zagrzewa do walki, podskakuje i ogólnie szybko generuje przewagę zespołu RPA. Jest genialna. W kilka minut przykleja się do niej pseudo „Mamma Africa”.


Odciąga od gry uwagę kamer, również nasi zawodnicy gapią się na mammę zamiast grać. Tak wpada pierwsza bramka. Potem następuje seria groźnych ataków, dwa niezwykłe gole demolują bramkę Polaków.


Jest źle. Mamma Africa szaleje pod sklepem, zespół RPA próbuje zdominować boisko. Ściągamy do gry nasze odwody, przez 30 minut jest wet za wet. Dochodzimy do wyniku 3:4, ale w finale Afryka pokazuje kilka świetnych akcji zakończonych bramkami – z czego 3 to gole najmniejszego na boisku napastnika. Kończymy z wynikiem 4:6, RPA znowu górą… Ale radość zespołu, zwłaszcza dopingujących dziewczyn, jest niesamowita i wynagradza nam gorycz porażki. Wręczamy naszym przeciwnikom piłki, bohater meczu – mały Emmanuel – poza futbolówką dostaje rękawice bramkarskie i piłkarskie spodenki. Full wypas.


Potrafimy już fachowo i po miejscowemu przybić piątkę – najpierw jest uścisk dłoni, potem chwyt hakiem za palce, zdrzenie kciuków i pstryknięcie. Ekstra! Przybijamy z wszystkimi. Słyszymy, że dla nich to jest absolutnie super, że zjechaliśmy z drogi, zagraliśmy mecz i się zakumulowaliśmy. Gracze mówią nam, że takie rzeczy to się tu nie zdarzają.


Teraz fragment na poważnie:

ciekawe jest to, że dla Afrykanów w RPA biały z Europy, zwłaszcza z Polski, jest fajniejszym białym niż miejscowy. Geografia i wiedza o świecie stoi w Bitterfontein na światowym poziomie – są świadomi naszej „niekolonialnej” przeszłości i czują do nas większą sympatię, niż do białych „stąd”, którzy w większości dość starannie separują się od swoich czarnych braci. W powietrzu wciąż wisi międzyrasowa niechęć – a po czasach apartheidu nastała teraz epoka, w której Afrykanie często próbują brać na białych odwet za stare czasy. W praktyce może to oznaczać specjalne, upokarzające czekanie w urzędzie, lub nawet wzywanie do przemocy, czym 2 lata temu popisał się szef ANC (Afrykański Kongres Narodowy), wzywając na masowym, publicznym wiecu dla młodzieży do wieszania białych i gwałcenia ich kobiet. Na szczęście były to raczej polityczne zagrywki w stylu ultraprawicy w Polsce, skuteczne zresztą, bo dziś orator z tego wiecu jest prezydentem RPA, a białych nikt nie wiesza i nie gwałci.


Kończymy mecz w Bitterfontein, zwijamy boisko i jedziemy szukać noclegu. Pierwszy raz śpimy na pustyni! Oczywiście za zgodą lokalnego farmera – oczywiście białego. Kurcze, biali mają tu prawie całą ziemię na własność!! Setki kilometrów ogrodzeń z drutu kolczastego – absolutnie wszędzie!!! Ale ci biali bywają tak samo ubodzy jak miejscowi Afrykanie, i twierdzą, że to tak samo ich ziemia, jak ludzi o ciemnym kolorze skóry. Dlaczego? Bo oni są tu 300 lat, a wszyscy mieszkający w okolicy Afrykanie imigrowali do RPA najwyżej pokolenie wstecz. Rdzenni mieszkańcy tych ziem po prostu dawno już tu nie mieszkają.


Po meczu dogonił nas zachód słońca. Nocleg na półpustyni – za zgodą miejscowego farmera. Biedny, mały domek, stadko kóz i owiec. I … 10.000 hektarów piachu.


Dla nas – genialna chwila, spotkanie z naturą, bo rozbijamy pierwszy obóz w bezkresnej przestrzeni. Są też skorpiony (tak naprawdę, to widzieliśmy tylko jednego ;-)





Mecz w Noordoewer


Już na granicy RPA z Namibią udaje nam się rozegrać ostatni mecz – konieczny, bo zostało nam jeszcze trochę piłek zaadresowanych właśnie do Republiki Południowej Afryki.
Poza tym mamy niekorzystny bilans meczów wygranych do przegranych (100% przegranych ;-)
Postanawiamy zatem, że będzie jeszcze jeden rewanż Polska-RPA. Gramy go w szczytowym upale, jest ok. 40 stopni, więc kopanie piłki w pełnym słońcu to wyzwanie.


Zatrzymujemy się przy grupce dzieci, wyciągamy piłki i w tym momencie orientujemy się, że nasze dzieci mają średnią wieku 30 lat… To w większości buszmeni – ludzie z plemion, charakteryzujących się niskim wzrostem i drobną budową ciała. Nic nie szkodzi, a nawet lepiej – różnorodność i spontan w naszym planie grania Meczów Bardzo Towarzyskich jest mile widziany. W RPA mieliśmy zagrać jeden mecz, a daliśmy radę zorganizować trzy – i o to chodzi!


Zaczyna się gra. Miejsce nie jest zbyt korzystne, gramy tradycyjnie już na środku ulicy, więc auta muszą przejeżdżać przez środek boiska. To dodaje zresztą kolorytu, bo wszyscy kierowcy są zachwyceni i pokazują kciukami OK!


Gra idzie na ostro – dzisiaj nie ma zlituj dla reprezentacji RPA, po prostu musimy wygrać. Jako że na boisku mamy dorosłych – nie certolimy się. Chociaż RPA drybluje bajkowo…


Już po chwili wpada gol dla Polski, euforia! Afryka ostro kontratakuje, miejscowy zespół jak zwykle w trakcie gry zwiększa szybko swoją liczebność, my też ściągamy na boisko posiłki i twardo się bronimy.
Do gry wchodzi pierwsza na trasie GloBall grająca dziewczyna! Super, mamy specjalnie dedykowane piłki w ramach programu „Girls can play!”, będziemy zachęcać do zabawy jak najwięcej dziewczyn.


Jako że jest strasznie gorąco, my spieszymy się na granicę, a poza tym zależy nam na tym, by dowieźć korzystny dla Polski wynik do końca meczu… bez sentymentów wykorzystujemy fakt, że tym razem to my mamy gwizdek :-) Czekamy na rozstrzygnięcie kilku ostanich akcji drużyny RPA, na szczęście są nieskuteczne, końcowy gwizdek i jeeeeeeest! Polska wreszcie przełamała złą passę!


Wszystkim grającym wręczamy piłki, z pobliskiego osiedla docierają do nas wreszcie zwabione zamieszaniem dzieciaki. Po chwili jest już mały tłumek, Marjo za pomocą kompresora, który jest na wyposażeniu Land Rovera Gucia, pompuje kolejne piłki.


Dzieciaki są przeszczęśliwe. Podpisują swoje piłki - to 7 letnie maluchy, wszystkie potrafią już pisać. Jeden z chłopaków, na oko jeszcze młodszy, podpisuje się w dziwny sposób – to chyba alfabet lokalnego pisma, na pewno nie europejski. Fajny hieroglif :]


GloBall!


Dodatkowe informacje