• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9

Mukuni Village


16 stycznia 2012. W Namibii gramy ostatni mecz w tzw. Pasie Caprivi.

Ca硑 dzie ostro jedziemy w kierunku granicy z Zambi. Po drodze tylko niezb阣ne postoje techniczne, cho za oknami Afryka si zmienia ? coraz mniej bogatszej Namibii, coraz wi阠ej male駅ich chatek i wiosek nieska縪nych wsp蟪czesno禼i, cho asfalt wci笨 g砤dki jak st蟪.

Nocujemy nad Okawango, na boisku szkolnym lokalnego liceum. Oczywi禼ie za darmo ? ludzie s tu wsz阣zie go禼inni, wystarczy si zapyta. My pytamy si o zgod dyrektora. Przy okazji pytamy o do舵 od秝i阾ne stroje, kt髍e wida wsz阣zie dooko砤 ? okazuje si, 縠 w砤秐ie sko馽zy硑 si wakacje i do szko硑 z internatem zjechali si dzi wszyscy uczniowie.

Mecz gramy z ch硂pakami w wieku 17-18 lat (to jest ?Secondary Schoool?), temperatura nie jest za wysoka, ale jeste秏y ju  w strefie wilgotnej ? pot leje si z nas strumieniami. Ko馽zymy za縜rty pojedynek ju po ciemku, u kresu si.

W efekcie jest 1:3 dla Namibii. Wieczorem wszyscy szybko id spa ? s wyko馽zeni. Z nowo禼i w ekosystemie ? pojawia si mn髎two robali, no i jeste秏y ju w strefie malarycznej ? wszyscy gorliwie smarujemy si repelentami, zapinamy moskitiery i bez lito禼i t硊czemy moskity.

Rano p阣zimy do przodu i docieramy na granic z Zambi.

To pierwsza a taka wyra糿a granica: za nami zostaje Afryka uporz眃kowana, troch europejska, a przed nami wida od pierwszych ju metr體 Afryk inn ni dot眃.

Ze schludnej i zorganizowanej Namibii wje縟縜my do normalnego afryka駍kiego kraju.

Wida to po kiepskim stanie budynk體 i og髄nej improwizacji w przestrzeni publicznej, a tak縠 po uzbrojonych w ka砤sznikowy 縪硁ierzach, stra縩ikach i policjantach.

Dojazd do Livingstone mamy op蠹niony, ryzykujemy jazd po ciemku (zakazan w tej cz甓ci 秝iata przez osoby rozs眃ne). Dlaczego zakazan? Dowiadujemy si, dyskutuj眂 przez chwil z ogromnym samcem s硂nia o tym, kto ma pierwsze駍two przejazdu. S硂 odpuszcza, i mo縠my jecha dalej.

Pierwszy nocleg w Zambii sp阣zamy w miejscu dla turyst體 ? musimy si wyk眕a, wysuszy pranie, wys砤 relacje via internet i z砤pa oddech, bo przez ostatnie tygodnie wszyscy ostro pracowali, grali mecze, robili film ? to + sama podr罂 troch da硂 nam ju w ko舵. Na campingu spotykamy par Niemc體, ona i on. Nie uda硂 im si zdoby wizy do Angoli, i pojechali przez Kongo. M體i, 縠 ?nigdy wi阠ej?, a nam dziwnie ro秐ie apetyt na ten kraj? Z relacji Niemc體 ? ludzie s w Kongo super, ale dr骻 nie ma i dla aut ten kraj to masakra.

Przy wodospadach Wiktorii robimy symboliczn fot G丑wnej Pi砶i GloBall.

Wodospady s najs硑nniejsz chyba atrakcj Zambii, i s硊sznie, bo natura w tym miejscu wzbudza wielki szacunek.

Rozmawiamy tu o GloBall z Vani Gnoronwa, jak si okazuje ? dziewczyn z Mozambiku. Vania 縜硊je, 縠 nie jedziemy do jej kraju, nasz akcj kr髏ko podsumowuje ?great!?.

Podpisuje si pod nasz ide na specjalnej pi砪e ? robimy fot ? i wodospady Wiktorii zostawiamy w tyle.

Obok wodospad體 roz硂縪na jest oczywi禼ie afryka駍ka machina turystyczna ? bazar z pami眛kowym r阫odzie砮m. Z t硊mu sprzedawc體 wybija si jeden sympatyczny, m硂dy m昕czyzna. B硑skawicznie reaguje na nasze pi砶arskie logo, kt髍ego pe硁o jest na koszulkach i samochodach. To czytelny znak rozpoznawczy. Golden, bo tak ma na imi nasz rozm體ca, jest trenerem w szk蟪ce pi砶arskiej dla dzieci w pobliskiej wsi. Dla nas ? bomba! Szybko podejmujemy decyzj i?

Ruszamy do Mukuni Village.

Boczne, gruntowe drogi prowadz nas tam, gdzie GloBall czuje si najlepiej ? daleko od miasta i asfaltu.

Mukuni okazuje si typow zambijsk wiosk ? ma砮, okr眊砮 chatki z gliny, drewna i sitowia, klepiska, wszystko bardzo schludne, biedne i zamieszkane przez u秏iechni阾ych ludzi. Gdzieniegdzie jest pr眃 i coraz bardziej oczywisty w Afryce zasi阦 lokalnej telefonii kom髍kowej?

Na boisku kilkadziesi眛 dzieciak體 trenuje pod okiem kilku doros硑ch. Wygl眃a to na idealne dla nas miejsce. Wje縟縜my obok szatni trenuj眂ego zespo硊 ? 潮ka usiana jest kupkami ubra i but體, kt髍e dzieci zdejmuj tutaj do gry, by ich nie zniszczy. (My jeste秏y po testach i dyskusjach ? w ko馽u gramy w butach, bo kontuzje mog硑by nas zdziesi眛kowa ? a miejscowi po prostu potrafi gra i biega na boso po tych cz阺to urozmaiconych wszystkim pod硂縜ch. Ze swojej strony gramy bezkolizyjnie, dot眃 nie by硂 縜dnych fauli ;)

Naradzamy si z trenerem, prosimy o 砤godny wymiar kary, czyli wybranie do reprezentacji Zambii jak najm硂dszych graczy ? to w ko馽u pi砶arska szko砤, wi阠 mamy do czynienia z ma硑mi, ale jednak zawodowcami. Oczywi禼ie cwaniaki wybieraj niewysokich, ale najlepszych?

W szk蟪ce pi砶arskiej uczy si 50 dzieciak體.

Na stanie magazynowym szko硑 s? 2 pi砶i.

Dajemy po meczu 10 globall體ek, co zmienia sytuacj i mo縧iwo禼i edukacyjne szko硑 CAOWICIE. Jako, 縠 boisko jest trawiaste, zapas pi砮k starczy im na d硊uugo. Nauka gry w nog 50 dzieci za pomoc 2 pi砮k to nie砤twa sprawa.

Na boisku jedna grupa trenuje g丑wkowanie, druga ? bieg z pi砶 w zygzaku mi阣zy pacho砶ami, trzecia 鎤iczy podania. Teraz b阣 mogli pracowa intensywniej i w wi阫szej ilo禼i grup. Trenerzy s zachwyceni, dzieci oczywi禼ie te.

Gramy mecz. S阣zi jest po raz pierwszy Afrykanin ? gwizdek wr阠zamy szefowi szko硑. Nasi rywale to ch硂paki w wieku 10-14 lat. Nie wygl眃aj gro糿ie, ale po rozpocz阠iu gry szybko okazuje si, 縠 pozory myl.

?Ball Possesion? wygl眃a w pierwszej po硂wie upokarzaj眂o ? Zambia ma chyba 90% posiadania pi砶i? Nie mo縠my sobie z nimi da rady ? graj 秝ietnie, wszystkie podania lec z pierwszej pi砶i? S zgrani, szybcy, najlepsi technicznie z wszystkich dot眃 spotkanych przez nas zespo丑w. Nasz honor ratuj przede wszystkim ma砮 bramki, w kt髍e ci昕ko jest wbi gola. Dzieciaki, kt髍e t硊mnie kibicuj, troch si z nas nabijaj, no i o to chodzi, bo jakikolwiek dystans mi阣zy nami znika dzi阫i temu natychmiast.

Walczymy jak lwy, u縴waj眂 na przemian taktyki ?Somosierra? ? to bez砤dna, dzika szar縜 z pi砶 na bramk zambijsk?

?i taktyki ?obrona Cz阺tochowy? ? to ca砶owite i paniczne zabetonowanie obron naszej malutkiej bramki w razie afryka駍kiego ataku.

Nie ma przebacz, od jakiego czasu walczymy ju na serio o wyniki i w og髄e nie odpuszczamy naszym rywalom.

Mimo niekorzystnej dla Polski r罂nicy w jako禼i samego zespo硊 udaje nam si utrzyma rewelacyjny remis 0:0 do ko馽a pierwszej po硂wy. Huraganowe ataki zambijskie s wci笨 bezradne w obliczu naszej cz阺tochowskiej taktyki. Po zmianie stron postanawiamy nieco zaryzykowa ? wrzeszczymy bojowo ?pressing? i napieramy do przodu ?Somosierr?. Zambia jest zaskoczona ? nie spodziewali si po dziadkach z Polski takiej determinacji i po秝i阠enia.

Udaje nam si nawet zrealizowa par sensownych akcji, cho wci笨 mamy taki problem, 縠 ok. 80% naszych poda trafia prosto pod nogi wyrastaj眂ych wsz阣zie znienacka jak spod ziemi zawodnik體 afryka駍kich. To si musi kiedy sko馽zy 糽e, i w ko馽u w og髄nym zamieszaniu pod nasz bramk pada wreszcie gol dla Zambii.

W Meczu Bardzo Towarzyskim Polska-Zambia jest 0:1. Chwil p蠹niej s阣zia odgwizduje koniec meczu, a my zziajani schodzimy z boiska zadowoleni z tak niewielkiej przewagi zambijskiej ? mog硂 by 0:8?

Po meczu ustawiamy si do wsp髄nego zdj阠ia, wr阠zamy pi砶i GloBall i r阫awice Reusch dla ma砮go bramkarza. Trener jest zachwycony, okazuje si, 縠 nasze pi砶i to nie tylko towar najpilniej tu oczekiwany, ale w dodatku w tej ilo禼i ? rozwi眤uj眂y na odcinku zaopatrzeniowym najwa縩iejsze problemy ca砮j szko硑 na d硊縮zy czas.

Zapada zmrok, a my nie mamy miejsca na nocleg. Rozmawiamy z Goldenem, kt髍y w tym czasie awansowa ju do roli naszego opiekuna i przewodnika. Nie wszystko rozumiemy, ale Golden m體i, 縠 wioska jest wdzi阠zna za pi砶i, mecz i nasze zaanga縪wanie, i 縠 mo縠my j lepiej pozna i tu zosta. Jedziemy do serca osady, 縠gnani przez demoniczn czarn koz, kt髍a pilnuje tutaj boiska.

Pierwszy raz jeste秏y w centrum takiej miejscowo禼i. To prawdziwa Afryka. Mukuni to ma砤 wioska. Jej mieszka馽y utrzymuj si - jak w ca砮j prawie Zambii - z rolnictwa tzw. ?samoozaopatrzeniowego?, tzn. s w stanie wyhodowa tyle jedzenia, by ca砶owicie pokry硂 to ich zapotrzebowanie ? ale niekoniecznie wi阠ej.

Dodatkowe 秗odki pochodz z r阫odzie砤, sprzedawanego p蠹niej turystom w Livingstone.

W centrum wsi otacza nas t硊m dzieci, g阺tnieje te gromada doros硑ch. Nie wiemy jak si zachowa i czy jest bezpiecznie ? robimy to pierwszy raz. Przed wjazdem do Zambii mocno nas straszono takimi sytuacjami.

Golden przyprowadza nowego rozm體c. Tak poznajemy Kelvina. To mocno zbudowany facet, kt髍y po angielsku m體i starannie buduj眂 zdania. Kelvin jest bardzo powa縩y ? po chwili dowiadujemy si, 縠 jest ochroniarzem szefa wioski i kim w rodzaju lokalnej si硑 porz眃kowej. Otacza go aura szacunku i ma ewidentnie autorytet. Kelvin t硊maczy nam, gdzie tak naprawd jeste秏y i jak powinni秏y si zachowa. Pokazuje te skuteczno舵 plemiennej dyscypliny w wiosce ? na jedno jego s硂wo t硊m dzieci znika z placu, utrzymuj眂 du縴 dystans do nas. Wygl眃a to wr阠z niewiarygodnie ? t硊m wydawa si nie do okie硓nania, a tu prosz, pstryk i jest porz眃ek. Bez 縜dnych negatywnych emocji, po prostu Kelvina nale縴 tu s硊cha.

Po chwili z rosn眂ym zdumieniem wys硊chujemy historii miejsca, do kt髍ego trafili秏y ca砶owicie przypadkiem ? z powodu pi砶arskiej szk蟪ki. Kelvin pokazuje nam pa砤c szefa wioski.

To w砤禼iwie zesp蟪 pa砤cowy, cho malutki i skromniutki. Kilka okr眊硑ch, bardzo starych chatek, zamkni阾ych w pier禼ieniu parkan體 z gliny i s硂my. Wygl眃a to bardzo niepozornie, ale Kelvin opowiada nam o tym miejscu niezwykle powa縩ie i z namaszczeniem.

W jednym z budynk體 pe硁o jest b阞n體 ? mo縠my u縴 wszystkich, poza jednym, najwi阫szym, kt髍y stoi na 秗odku. To szczeg髄ny b阞en, nie wolno go dotyka.

Ma? 800 lat (naprawd!!). S硊縴 wy潮cznie do og硂szenia 秏ierci szefa wioski, zwo硑wania generalnego zebrania ca砮j ludno禼i i do cel體 rytualnych, zwi眤anych z przywo硑waniem deszczu. Brzmi pono tak samo, jak grzmot nieodleg硑ch wodospad體 Wiktorii? Kelvin opowiada nam o systemie spo砮cznym, jaki powsta w Mukuni i obowi眤uje tu od setek lat. On sam jest jego cz甓ci: jako stra縩ik porz眃ku publicznego w wiosce, nigdy nie pije, nie pali i jest zawsze na s硊縝ie ? podobne zasady odnosz si do wszystkich, pe硁i眂ych podobne funkcje w organizacji plemiennej.

Zdumiewa nas wiek zabudowa i historia tego miejsca. Niechc眂y trafili秏y do najstarszej wioski w tej cz甓ci Zambii, na tyle wa縩ej, 縠 w pa砤cu-chatce, w kt髍ej w砤秐ie siedzimy z Kelvinem organizowane by硑 spotkania prezydent體 Zambii, Zimbabwe i Malawi. Gdy wychodzimy na plac przed pa砤cem, stajemy pod wielkim drzewem. Okazuje si, 縠 oko硂 1850 roku zasadzi je w tym miejscu 體czesny szef wioski Mukuni wsp髄nie z Livingston?em. Mukuni by硂 wtedy najwa縩iejsz osad w okolicy, i w tym miejscu s砤wny podr罂nik i odkrywca symbolicznie zawar z Afrykanami co w rodzaju paktu o nieagresji i nawi眤aniu przyjacielskich relacji. P蠹niej, nieopodal, wyros硂 z tego miasto Livingstone? A Mukuni niezmienione przetrwa硂 do dzi, z wielkim drzewem i maj眂ym ponad 7 wiek體 chatk-pa砤cem szefa wioski po秗odku.

Nasza relacja z Goldenem i Kelvinem rozwija si w kierunku coraz wi阫szego zaufania i wzajemnej otwarto禼i. Mimo, 縠 robi si ju ciemno, czujemy si w wiosce tak, jak podczas pierwszego meczu na ulicach kolorowej dzielnicy w Kapsztadzie ? co nas tutaj ju chroni przed z砮m wszelakim :-)

Rozgl眃amy si ciekawie dooko砤. Wszyscy doro秎i ludzie wygl眃aj tutaj przyzwoicie, ka縟y ma na sobie jakie d縤nsy, czyst koszulk, obowi眤kowo ? telefon kom髍kowy. Bied wida bardziej po skromniutkich, tradycyjnych domach i bosych, n阣znie odzianych dzieciach. Potem dowiemy si, 縠 pozory d縤nsowo-kom髍kowe myl ca砶owicie ? nasza wizyta w domu u Goldena sprowadzi na ziemi nasze wyobra縠nia na temat faktycznej sytuacji materialnej tych ludzi.

Zambia to jeden z biedniejszych kraj體 tego regionu. Wi阫szo舵 PKB zapewniaj z硂縜 miedzi ? ich zasoby skupuj oczywi禼ie g丑wnie Chiny, kt髍e intensywnie penetruj ca潮 Afryk, robi眂 z ni rozleg砮 interesy. Zambia jest grubo ponad dwa razy wi阫sza od Polski, a zamieszkuje j nieca砮 10 milion體 ludzi. Sporo tu wolnej przestrzeni, co za tym idzie ? r體nie dzikich zwierz眛. Na szcz甓cie w bezpo秗edniej okolicy jest spokojnie, mo縠my bez problemu roz硂縴 nasz ob髗 na boisku pi砶arskim. Golden jest wci笨 z nami. Rozbijamy ob髗 i bierzemy si za robienie kolacji. Po chwili zgodnie z obietnic zjawia si ponownie Kelvin z wielk, czarn pa砶 tomfa. To jego sprz阾, zapewniaj眂y spok骿 w ca砮j okolicy. Jako 縠 Kelvin to pot昕ny i niew眛pliwie silny go舵, nie ma powod體 by w眛pi w jego skuteczno舵. Wra縠nie na nas robi jednak nie jego postura, ale osobowo舵 ? zachowuje si jak mnich, jest bardzo powa縩ym facetem, traktuj眂ym bardzo serio nas, nasz rozmow i ca砮 spotkanie.

Kelvin i Golden zostaj u nas na noc. To 秝ietna okazja, by ich ugo禼i i mie czas na d硊縮z rozmow. Paparazzi gotuje kolacj ? dzisiaj mamy spaghetti pommodore, kt髍e zyskuje uznanie w oczach naszych Go禼i. Kelvin gra na lokalnej wersji wibrafonu skrzy縪wanego z du縴mi cymba砶ami. Rozmawiamy o wszystkim, co nas tu sprowadza. Dyskusja o religii nie trwa d硊go ? tutaj to oczywiste, 縠 wszyscy ludzie s bra鎚i, i wierz tak naprawd w jednego i tego samego boga, niezale縩ie od wiary, jak wyznaj. Ludzie w Zambii s niesamowicie optymistycznie nastawieniu do 縴cia. Pewnie wynika to z og髄nej atmosfery, kt髍a i nam si tutaj szybko spodoba砤 i udzieli砤 ? w Afryce nie ma 縜dnych problem體 z nawi眤ywaniem kontakt體 mi阣zy obcymi sobie lud糾i, wszyscy wszystkich ca硑 czas pozdrawiaj, u秏iechaj si do siebie, jest to dla nas niezwyk砮 ? Europejczycy przy nich to zwyk砮 dr阾wusy i sztywniaki.

痚by nie by硂 zbyt r罂owo ? optymizm mieszka馽體 Afryki jest te pewnie naturalnym lekarstwem, metod na ich cz阺to trudn sytuacj materialn. Mam tak refleksj ? Afryka to miejsce w swej naturze bardzo odmienne od naszego 秝iata, a przynajmniej tak by硂 przed epok odkry geograficznych, niewolnictwa i kolonializmu. To kontynent, na kt髍ym 砤two poczu si szcz甓liwym, to jest jako tajemniczo zakodowane w tej ziemi i powietrzu. Nam si to udzieli硂, jeste秏y w tej Afryce zakochani. Afrykanie czuj si tu 秝ietnie i kochaj swoj ziemi. Problemy, kt髍e ich nurtuj w du縴m stopniu s skutkiem ubocznym interwencji 秝iata zewn阾rznego w afryka駍k, naturaln harmoni. Jako trzeba w tym nowym 秝iecie 縴, co w Mukuni chyba ca砶iem nie糽e si udaje, cho jest biednie.

Nam w Mukuni podoba si wszystko ? najbardziej ludzie. Czujemy si pod opiek naszych nowych przyjaci蟪 na tyle bezpiecznie, 縠 ruszamy po zmroku do centrum wsi. Na boisku nikt nas nie niepokoi, bo taki komunikat zosta wys砤ny przez Kelvina i wszyscy s temu pos硊szni. Ale dobiegaj nas d紈i阫i muzyki i nie zamierzamy si alienowa we w砤snym obozie. Po chwili marszu, z Goldenem jako opiekunem (Kelvin zosta z paroma z nas w obozie) pojawiamy si w lokalnej knajpie.

Wygl眃a jak bunkier skrzy縪wany ze 秝ietlic, jest z gliny, ma klepisko, szaf graj眂, dwa kolosalne i toporne g硂秐iki, z kt髍ych ryczy miejscowa muzyka (zreszt niez砤).

Pe硁o tu ludzi, oczywi禼ie wy潮cznie koloru czarnego. Jeste秏y tu chyba pierwszymi bia硑mi w historii ? nasi rozm體cy nie przypominaj sobie, by kiedykolwiek kto o jasnej sk髍ze zjawi si w tym miejscu po zmroku. Kupujemy piwo, odsuwamy si troch od g硂秐ik體 i zaczynamy rozmawia z lud糾i. Jest jak zawsze ? u秏iechni阠i ludzie, pe硁a otwarto舵, mn髎two gest體 i opinii ?super, 縠 tu jeste禼ie?.

Oczywi禼ie, gdybym zjawi si tu sam, bez ochrony, jak daje prawo go禼iny, fakt, 縠 wszyscy wiedz o naszym meczu, misji i pi砶ach ? pewnie skona砨ym tu ze strachu. Mo縧iwe te, 縠 zosta砨ym okradziony. My mamy swoje uprzedzenia i stereotypy ? a ludzie tutaj s naprawd biedni - a bieda popycha do wyst阷k體. Niesamowite jest to, 縠 filozofia GloBall, nad kt髍 intensywnie pracujemy,  dzia砤 tu tak, jak to sobie wymarzyli秏y. Ludzie otwieraj si przed nami ch阾nie, zapraszaj do 秗odka, rozmawiamy, bawimy si i naprawd gramy razem! Zaczynaj si dyskusje o pi砪e, pogodzie, rodzinach i zabawie.

Po chwili w knajpce zaczynaj si ju wsp髄ne, czarno-bia砮 ta馽e i jest naprawd 秝ietnie, cho Golden jest czujny i pilnuje nas, 縠by秏y si nie rozle糽i po ciemnych k眛ach.

Niekt髍zy mog by tu jednak troch niebezpieczni, cho chyba najbardziej zale縴 Goldenowi na ochronieniu nas przed pressingiem ? wielu miejscowych za wszelk cen chcia硂by z nami zrobi jaki interes, sprzedaj眂 pami眛k, handluj眂 niezwyk潮, zdewaluowan walut z Zimbabwe lub  naci眊aj眂 na piwo.  Oczywi禼ie my i tak ch阾nie wchodzimy w takie interakcje ? ja kupuj za 1 dolara ameryka駍kiego banknot o niewiarygodnym nominale 100 Bilion體 dolar體 Zimbabwe. Fajna pami眛ka, a przecie ludzie tutaj 縴j z takich biznes體, je秎i mo縠my ? r骲my je. Nikomu to nie zaszkodzi, a troch pomo縠.

Oczywi禼ie Mukuni ju nie oczekuje od nas niczego wi阠ej ? ludzie doceniaj nasz obecno舵 w takim kszta砪ie, jaki zobaczyli i akcja GloBall jest dla wioski po prostu super wydarzeniem. My秎 dzi, 縠 sam fakt normalnej relacji mi阣zy bia硑mi i niebia硑mi, nasze rozmowy i wsp髄nego wyg硊py ? s chwilami w tym wszystkim najwa縩iejsze. Tutaj biali wci笨 s wy潮cznie turystami lub posiadaczami ziemskimi, niewiele os骲 prze砤muje faktyczne granice. Robi to nieliczni podr罂nicy, pracownicy instytucji pomocowych, misjonarze.

Wracamy do obozu, w kt髍ym do p蠹nej nocy rozmawiamy z Goldenem i Kelvinem o Zambii, jej ekonomii, tolerancji mi阣zy lud糾i, kosztach i realiach 縴cia. Okazuje si, 縠 Golden, poza trenowaniem dzieci, gra r體nie na bramce. Natychmiast wyci眊amy profesjonalny model  bramkarskich r阫awic Reusch, Goldenowi trz阺 si r阠e, kiedy je zak砤da.

To ju jest prezent z najwy縮zej p蟪ki ? takie r阫awice ma w ca砮j Zambii ? od teraz - poza Goldenem - pewnie tylko bramkarz narodowej reprezentacji kraju. Obdarowanemu troch dr縴 g硂s, jest naprawd szcz甓liwy. S to zwyk砮 ? niezwyk砮 r阫awice. Ten moment podsumowuje kto celnym zdaniem: ?now, you have really golden hands?. Wszyscy si 秏iej, idziemy spa w 秝ietnych humorach, Kelvin i Golden ? w naszym namiocie go禼innym, kt髍y ju po raz drugi jest zamieszkany przez fantastycznych ludzi, jakich mamy nadziej pozna wi阠ej na drodze GloBall.

Rano jedziemy w odwiedziny do Goldena, kt髍y zaprosi nas do swojego domu. Po raz pierwszy mamy szans odwiedzi normalne, prawdziwe domostwo ? zajrze w ka縟y k眛, porozmawia z ca潮 rodzin. Golden ma kom髍k, fajne d縤nsy i porz眃n koszulk na grzbiecie. Buty co prawda zrobi sobie sam, z opony, ale wygl眃aj 秝ietnie (kupimy sobie takie na pewno). Dlatego jego dom zbija nas z tropu. To okr眊砤 chatka z gliny, o 秗ednicy 3 metr體, w kt髍ej stoi drewniana rama 丑縦a z materacem. Nic wi阠ej. Jest pusto. Nie ma innych ubra, przedmiot體 osobistych.

Wygl眃a na to, 縠 Golden ma tylko dach nad g硂w, pos砤nie i to, co na sobie? Robi nam si smutno, mocna to emocja.

Rozmawiamy z rodzin Goldena, kt髍a tymczasem przychodzi z pola, gdzie wszyscy pracuj przy uprawie kukurydzy. Gospodarz (wujek Goldena) ma 70 lat, krzepkie, spracowane r阠e i pogodne usposobienie.

Obej禼ie to chata mieszkalna (wi阫sza od domku Goldena), pe硁a r阠znie wykonanych narz阣zi, plastikowych butelek i pojemnik體 (bardzo cenne s wszelkie opakowania na wod, nie wyrzucamy ich do 秏ieci, butla po wodzie mineralnej, zw砤szcza 5-cio litrowa, to warto禼iowy prezent).

Golden oprowadza nas po ca砮j zagrodzie, wyja秐iaj眂, co do czego s硊縴. Nie ma tu pr眃u ani bie勘cej wody, wszystko jest tak, jak 100, 200 czy 400 lat temu, poza magnetofonem z radiem na bateri i kom髍k Goldena.

Jest go酬bnik, zagroda dla k髗, oddzielna chatka-jadalnia, chatka-kuchnia na kt髍ej palenisku non-stop gotuje si wrz眛ek, kurnik i suszarnia. Wszystko czy禼iutkie, schludne, nic tu si nie zmarnuje. Dziwna to bieda ? u秏iechni阾a, nie g硂dna, ale te pozbawiona ca砮go mn髎twa rzeczy, kt髍e nam wydaj si niezb阣ne do 縴cia. Patrz na moich 10 towarzyszy podr罂y (w tym jedn towarzyszk ;)
? i wiem, 縠 ka縟y my秎i teraz intensywnie i prze縴wa to, co zobaczy.

To wa縩y dzie dla GloBall.

Troch m眃rzejsi ruszamy w drog? Za nami zostaje radosny Golden z r阫awicami marze, zaopatrzona w pi砶i szko砤 i wioska Mukuni, kt髍a ju wie, 縠 s biali ludzie, kt髍zy nigdy nie kolonizowali Afryki, maj do Afrykan體 wy潮cznie wielki szacunek i serca otwarte na ich problemy. W Mukuni na pewno b阣 o nas d硊go i dobrze pami阾a. My o nich ? jak najbardziej te. Adres do Goldena zapisali秏y i na tym nasza znajomo舵 raczej si nie sko馽zy :-)


Na po縠gnanie Golden podsumowuje nasze spotkanie i 縴czy nam, by秏y kontynuowali szcz甓liwie nasz misj z takim duchem, jakiego byli秏y wsp髄nie 秝iadkami w Mukuni Village.

Nast阷ny mecz ? Dom Nadziei w Lusace.


Dodatkowe informacje