• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9

Artykuły

African Autostop

To czynność absolutnie zakazana w przewodnikach i wszelkich poradnikach ;-) My oczywiście z przyjemnością zakaz ten łamiemy. Zaczynamy zabierać ludzi z poboczy gdzieś w Tanzanii. Jako, że mamy mało miejsca w autach, wozimy naszych autostopowiczów na masce, na zapasowym kole, na dachu, na tylnej drabince, a jak się da – upychamy w środku.

Szybko nam się to spodobało, bo to świetna forma social travelling’u – jadąc, jesteśmy użyteczni.

Jazda to zresztą 50% naszego życia w Afryce. Mnóstwo czasu na gadanie z ludźmi, prosta czynność służąca do skutecznego nawiązywania kontaktów.

Afrykanom bardzo się to podoba. Większość z nich mówi, że biali nigdy nie podwożą czarnych. My – od pewnego momentu w Kenii – zabieramy już wszystkich chętnych. Przy rozmiarach naszej kolumny – tworzymy własną wersję lokalnego, nieistniejącego czasem transportu publicznego. Czasami mamy naraz po kilka osób podwożonych jednocześnie. Podwozimy ludzi z plemion Elmolo, Masajów, Samburu, Rendille, Gabbra, podwozimy Kikuju, Turkana, nie ma czerwonego światła na podwożenie dla nikogo. Podwozimy kobiety, mężczyzn, wojowników, pasterzy.

Rekordzistką jest chyba Rose z plemienia Turkana. Podwozimy ją z Maralal do Loiyangalani nad jeziorem Turkana. To 240 kilometrów, ale droga nie należy do ekspresowych. Jedziemy ten odcinek dwa dni, po drodze zmieniając kilka stref klimatycznych, roślinnych i wysokościowych.

Tutaj raz jest 2500 n.p.m., a chwilę później – 300 n.p.m. Rose jest niewzruszona. Dzielnie znosi nasze towarzystwo, jak prawie każdy w Afryce – jest otwarta, uczynna, bezproblemowa, wszystkim zainteresowana. Rozbijamy obóz na sawannie, rozbijamy oddzielny namiot dla Rose. Gotujemy jej kolację, a ona nam w tym pomaga, nie ma obaw że 12 obcych facetów może jej coś zrobić. Gdy jest zasięg, dzwoni do mamy, by szykowała kolację dla nadciągającego plutonu GloBall. Rosie jest super. A po angielsku mówi lepiej, niż większość z nas. Dużo czyta, ciągle się czegoś uczy, pisze, wie mnóstwo o świecie i jest typową samodzielną, wyemancypowaną biznes woman. Świetny pasażer na autostopie.

Podwozimy też rybaka, studenta, pasterzy, narzeczonych i czarnych i białych.

Właściwie to podwozimy wciąż samych siebie – zawsze do domu, bo wszyscy tutaj są tak gościnni, że dom znaleźć można wszędzie. Autostop bardzo to ułatwia.

Z przyzwoitości staramy się tym, którzy chcą nas ugościć, coś zapłacić, dać od siebie, pozostawić namacalny wyraz wdzięczności.

Przyjmują to wdzięcznie, może poza pasterzami-wojownikami, którzy zawsze chcą więcej.

Podwozimy samochodami GloBall. Naszą ideę, która tutaj nie jest żadną abstrakcją. Tutaj GloBall jest normą.

Wszyscy są w Afryce mile widziani, oczekiwani i wszyscy tutaj zostaną wysłuchani.

Czasem nas otoczą tłumnie, oskubią z kasy, trochę przycisną. Ale to jest część tej wyprawy.

Summa summarum,

choćbyśmy na głowie stawali,

wciąż dostajemy od nich więcej,

niż sami możemy im dać.

Ale przynajmniej próbujemy ;-)

Podczas naszego nieustającego GloBall African Autostop.


Dodatkowe informacje