• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9

Artykuły

The Voice of Africa


Moyale w ciągu dnia to pełna życia, zgiełku i zamieszania, klasyczna, graniczna miejscowość. Gdy zasypiamy wciąż tętni muzyką barów, ruchem jednej, ale za to fenomenalnej „Main Street”, mnóstwem ludzi i pojazdów…

Budzę się jakoś po 4 nad ranem. Niedługo chyba świt, chociaż jest zupełnie ciemno i widać wszystkie gwiazdy. Coś mnie budzi w idealnym momencie, bo w Moyale jest… cicho. Wcześniej w miasteczku panował nieopisany zgiełk tuk-tuków, matatu, knajp z muzyką - hałas miasta był wszędzie. A teraz… słychać… ciszę.


Kiedy zatapiam się w ciszę, niespodziewanie trafiam na najlepszy koncert, jaki w życiu słyszałem.

W ciemnościach Moyale odzywa się samotne, pierwsze pianie koguta. Myślę sobie, że to dość romantyczne…


Po chwili rozlega się w odpowiedzi drugi kogut, zaraz za nim trzeci, a po nich rozbrzmiewa niesłychana symfonia kogutów.

Po chwili nie da się ich już zliczyć, są ich tutaj tysiące. Piękna to muzyka. Kiedy myślę już, że to koniec… Do koguciej symfonii dochodzi ryczenie pojedynczego osła. I znowu muzyka narasta jak fala.

W Moyale są tysiące osłów. Chyba wszystkie zaczynają ryczeć, sporadycznie, nie tak chóralnie jak koguty, bez synchronizacji, ale ich głosy dochodzą z całego miasta.

Już wiem, że ta muzyka będzie się rozwijać …

Jako trzeci pojawia się w eterze głos pierwszego muezina. Za chwilę zaczynają mu wtórować kolejni, po minucie słychać już chyba pięć albo sześć meczetów. Używają megafonów, więc ich głosy są donośne. Dla mnie to muzyka, kolejny fascynujący  dźwięk Afryki. To esencja wielokulturowości tego miejsca.

Gdy już zamierzam zakończyć „nagrywanie” Afryki, do chóru muezinów dołącza dźwięk dzwonów chrześcijańskiego kościoła. Nie mam więcej pytań. To piękne, a teraz też – kompletne – multi-kulti.

Chwilę później miasto budzi się naprawdę. Do chóru dołączają silniki, głośniki, piesi, zaczyna się nowy dzień życia.

***

W Moyale czujemy się po dwóch dniach jak w domu. Znamy się z całą „Main Street”, możemy się bez obaw poruszać po całym miasteczku, włażąc we wszelkie zaułki i prowadząc głębokie rozpoznanie najciemniejszych nawet budek i lokali, które tutaj  mieszczą się najczęściej w barakach z klepiskiem bez prądu i wody.

Etiopia jest tak bogata w historię i kulturę, jak biedna w sensie ekonomicznym. To niesprawiedliwe, że taki wspaniały kraj nie ma z czego żyć… Ech, ta Afryka.

W każdym razie Moyale to już prawie nasz drugi dom.

I gdy ktoś kradnie z „Gucia” kultowy masajski kijek Marja, natychmiast uruchamiamy przećwiczoną już w Sosian technikę „GloBall Investigation”. Mamy doświadczenie, miejscowa ludność jest po naszej stronie, mamy Barta, który w takich sytuacjach nie odpuszcza, no i mamy naszych trzech małych kumpli – 5-6 letnich, bezdomnych chłopców, mieszkających tu, na ulicy i znających wszystkich na raz  i każdego z osobna. Częstowaliśmy ich wcześniej piciem i jedzeniem. To świetne chłopaki, więc teraz natychmiast angażujemy ich do śledztwa…

Napiszę tak: gdy zobaczycie Moyale pierwszy raz w życiu, będziecie pewni, że jeśli coś Wam tam zginie, to już na pewno nigdy więcej już tego czegoś nie zobaczycie. Chyba, że będziecie działać w ramach GloBall - 15 minut po rozpoczęciu śledztwa złodziej zostaje namierzony, a kijek odzyskany. Tadaaam!


Dodatkowe informacje