• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9

Granica

Po kilku dniach przygotowa i formalno禼i, wreszcie jeste秏y w porcie.

Zanim pop硑niemy, zderzamy si jednak z granic. Ta nie jest 砤twa. Po paru godzinach przepychanek, nie udaje nam si wywalczy zgody na towarzyszenie naszym samochodom przez cho鎎y jednego naszego kierowc.

Zapadaj trudne decyzje dotycz眂e naszych zwierzak體. Demokrator spr骲uje przekroczy granic schowany w samochodzie. Ma tam zapas wody, ziarna, 秝ie縠 powietrze i ch硂dny klimaty Wadi Halfy. Opiekuj眂y si naszymi samochodami, miejscowy fixer (nasz opiekun, cz硂wiek ?od za砤twiania?), obiecuje dba o Demokratora i na bie勘co go w aucie dogl眃a.

Pozostaje psiak. Jest za ma硑, by zostawi go w aucie. Je秎i uda mu si dotrze do Egiptu, nadamy mu imi. Wcze秐iej mo縠my zapeszy. B阣zie ci昕ko, bo wok蟪 pe硁o mundurowych i granicznych tajniak體. Psiakowi pozostaje droga na prom dla ludzi. Budujemy mu minimieszkanie z kartonu po zakupach, r阠znika i sznurka. Piesek wyprowadzony, nakarmiony ma zasn辨. My podejmiemy pr骲 oszukania celnik體, nios眂 go w roli baga縰 podr阠znego. Mo縠 nie zajrz do 秗odka?

Mam prawdziw trem, bo to b阣zie m骿 pies, je秎i si powiedzie. Bior go na ostatni spacer za samochodem, schowanego pod kurtk. Na razie nikt go nie zauwa縴. Blisko jest chwila, gdy b阣ziemy wsiada do autobusu z kontrol baga縪w? i w tym momencie podchodzi do nas konfident portowy. Pech chce, 縠 nasz psiak akurat nie spa. Wystawi 砮bek z kartonika w najgorszym mo縧iwym momencie. Konfident wypatrzy go przez szyb i zanim ktokolwiek zd笨y zareagowa, rozdar si jak syrena okr阾owa. Nie by硂 mo縧iwo禼i obrony. Us硑sza硂 go zbyt wielu mundurowych na raz.

Z p阫ni阾ym sercem powierzam pieska wraz z kartonem w r阠e naszego opiekuna. Obiecuje, 縠 odwiezie go na stacj benzynow, tam, gdzie si do nas przyb潮ka. Mo縠 prze縴je. Pomogli秏y mu, usuwaj眂 z niego mn髎two kleszczy i solidnie go dokarmiaj眂. Lekko mu nie b阣zie, ale trzymamy za niego kciuki. Przynajmniej spr骲owali秏y. Dzi阫uj Ci, Pawe砶u!

Mia硂 mu by na imi Gucio?

***

Prze硑kam gorycz pora縦i. Chwil p蠹niej pakujemy si wszyscy do autobusu, kt髍y zawiezie nas na statek. Trzymamy kciuki za Demokratora, kt髍zy zerka na nas po縠gnalnie i z lekkim niepokojem z wn阾rza Bolowozu?

Nasze samochody zostaj w Sudanie i czekaj na prom samochodowy.

Budzi to nasze liczne frustracje, bo tych aut nikt poza nami nie umie otworzy i uruchomi, tak s zniszczone i prowizorycznie naprawione. Obaw mamy mn髎two: 縠 pracownicy portu nie b阣 umieli ich za砤dowa, 縠 mog je podczas tego za砤dunku uszkodzi. Nie wspominaj眂 o tym, 縠 zostawiamy na kilka dni samochody, za砤dowane po brzegi ekwipunkiem, zupe硁ie obcym ludziom. Wraz z kluczykami. W Afryce. Tak naprawd bez 縜dnej kontroli ani mo縧iwo禼i egzekwowania na odleg硂舵 czegokolwiek? C罂, mus to mus. Ruszamy!


Dodatkowe informacje