• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9

Artykuły

Cela numer 10

Zawdzięczamy ją dosłownie i w przenośni egipskiej gościnności. Jesteśmy więźniami sytuacji, zakładnikami promu, który nie chce przypłynąć… a jednocześnie gośćmi rządu egipskiego, który w trosce o nasz los i wizerunek kraju, któremu bardzo zależy na turystach – opłacił koszty naszego lokum, za co ogromnie jesteśmy wdzięczni i bardzo w tym miejscu dziękujemy! To nasz hotel, miejsce przebywania ekipy przez długie dwa tygodnie.

Trudno jest napisać ten tekst. Tak, żeby było sprawiedliwie, żeby wyważyć blaski i cienie Egiptu, naszej sytuacji, ocenić to, co tu się tak naprawdę teraz dzieje.

Czekaliśmy na nasze samochody całe… 15 dni.

Z jednej strony: nikt nic nie wie, nikt nic nie może na to poradzić, wszyscy opowiadają nam duby smalone, kolejne informacje okazują się nieprawdziwe… Można dostać szału, bo wszystkie nasze problemy są tutaj absurdalne - zakaz wjazdu do kraju drogą, która istnieje i czeka na otwarcie. Nikt nie wie, czemu droga łącząca Sudan z Egiptem jest zamknięta. Nikt nie wie, czemu ktoś wymyślił morskie przejście graniczne na lądowej granicy. Nikt nie wie, skąd wzięła się konieczność wydania mnóstwa pieniędzy na zrejestrowanie aut w Egipcie. Po co nam egipskie rejestracje na 2 tygodnie?? W dodatku bywa, że dzieci rzucają w nas na ulicy kamieniami, dorośli próbują kraść prosto z naszych kieszeni, a handlarze oszukują na potęgę! Dlatego chwilami piękna palma nam tu odbija.

Z drugiej strony: wszyscy chcą nam pomagać, a ludzie są gościnni.

Niechcący przez to czekanie mamy wreszcie mnóstwo czasu na zwiedzanie wspaniałych naprawdę zabytków, a Nil jest na serio piękny i wyjątkowy, zwłaszcza z pokładu żaglowej feluki.  Są miejsca, w których nikt nas nie oszukuje, nie zawyża cen, wręcz odwrotnie – zaprasza, częstuje, karmi… W kościele koptyjskim w Assuanie pewna przemiła pani daje rozbitkom Bolowi i Tomkowi koszule, żeby mieli się w co ubrać, pyta o to, czy nie potrzebujemy pieniędzy.

Egipt jest po prostu dwustronny, jak Dwie Twarze z Batmana, jak Dr. Jekkyl & Mr. Hyde.

W ostatecznym rozliczeniu daje nam to jednak w kość. Nie mamy już czasu i pieniędzy, mamy za to mnóstwo problemów, których nie jesteśmy powodem. Zespół jest wykończony czekaniem, pokój hotelowy nr 10 zamienił się w celę, a miasto i okolica po dokładnym spenetrowaniu przestały już być atrakcją.

Martwimy się o Demokratora, który został co prawda zaopatrzony w wodę i jedzenie, ale jednak tkwi zamknięty w samochodzie na statku… Miał tam być dwa dni, a siedzi w swoim samochodowym więzieniu już dwa tygodnie… Nie wiemy, czy sudański opiekun aut dotrzyma słowa i go nakarmi, napoi, doglądnie… Stres trzyma mocno i naszego koguta, i nas samych.

Na szczęście w Egipcie jest dokąd uciekać przed dwoma tygodniami rutyny, nudy i frustracji.

A dopada nas ona silnie – dotąd byliśmy wolni. GloBall pędził przed siebie, codziennie pokonując kilkaset kilometrów, śpiąc na dziko, smakując dzień po dniu nowe miejsca. Zatrzymanie nas, pozbawienie aut - to okrutna kara. Osładzamy ją sobie egipskimi specialite de la maison: jedną noc spędzamy na feluce zacumowanej na pierwszej katarakcie, pływamy felukami po wszystkich assuańskich wyspach.

Penetrujemy ciasne i pełne klimatu uliczki nubijskich osad na wyspie Elefantinie, poznajemy chyba  wszystkich fajnych ludzi w mieście. Po kilku dniach i artykułach o naszej morskiej katastrofie, które ochoczo publikowała lokalna prasa, co drugi człowiek na ulicy wie już o polskich rozbitkach. Nasza relacja z mieszkańcami Assuanu staje się specyficzna.


Miasto poznajemy od podszewki, znamy prawie wszystkie zaułki, jeździmy lokalnym transportem. Robimy wszystko co można, by zabić nudę. Ten transport to tutaj trójkołowe pick-up’y. Z przodu chiński motorek, z tyłu paka na 6 osób, za kierownicą Matatu driver, który na dodatek jeździ na dwóch z trzech kółek.

W ogóle młodzi Egipcjanie na dwu- i trójkołowcach nieźle, jak to mawia Jazzman, fisiują.

Jedziemy też z naszą jedyną piłką GloBall do Luksoru…

…do Doliny Królów, do świątyni w Karnaku…

…do Abu Simbel. Mamy tylko tę jedną piłkę. Jak wszystkie inne nasze rzeczy, piłki zostały w samochodach, które miały przypłynąć dzień po naszym przybyciu do portu w Assuanie.

Przeprawiamy się też pieszo, mokrą nogą przez kataraktę…

… ktoś się opala, ktoś pisze, Bolo robi zdjęcia, desperacko próbując odnaleźć zagubione natchnienie…

…część jedzie nad morze, każdy  orze, jak może.

Uczymy się prać codziennie gacie, koszulki i skarpetki. To pranie zresztą jest również jedną z metod na nudę. Podobnie jak przesiadywanie w knajpach przy herbacie z miętą, kawie, sziszy i dominie.

Te egipskie knajpy mają zresztą swój niepowtarzalny klimat. Czynne do bladego świtu, pachnące tytoniem w wielu odmianach…

…mocną kawą z przyprawami…


… słodką herbatą, pełne ludzi…

… z telewizorami włączonymi na amerykański wrestling albo religijne audycje, z malowniczymi barmanami. Pełno tu typów jak z castingu do filmu o oriencie. Najczęściej zatopionych w lekturze gazet, donoszących o bliskowschodniej „wiośnie ludów”, którą tu coraz bardziej czujemy…

Po dwóch tygodniach mamy jednak dosyć. Dosyć naciągaczy, traconego czasu, dosyć wszystkiego. Dlatego, gdy nasz prom po raz 10 nie przypływa, wzywamy policję i dociskamy firmę promową. Niewiele to może da… ale musimy walczyć. Nocny protest w biurze armatora promu jest malowniczy. Wrzaski, tajniacy, policja turystyczna, uzbrojeni policjanci…

…afera na cztery fajerki, Bart na przesłuchaniu do czwartej nad ranem…

Pomaga nam to wyładować się, pozbyć złej energii, która w tych warunkach się nagromadziła. Te dwa tygodnie nieźle dały nam w kość. W dodatku tęsknimy za naszymi rodzinami, bo zbilżają się święta.


Ale czekanie ma też swoje plusy. Możemy dowiedzieć się więcej o Nubii.

Atlantyda na środku pustyni

Nubia to kraina mityczna. Była, ale już jej tak naprawdę nie ma. 100 tysięcy Nubijczyków wciąż żyje, ale nie ma już swojej ziemi. Wszyscy mieszkali nad Nilem. A potem Egipt wybudował tamę i cała Nubia znalazła się pod wodą. Ludzi wysiedlono, zabytki przeniesiono, żywą historię wsadzono do muzeum.

Nie ma już Nubii z jej wielką i długą historią. Jej elementy na szczęście ocalono, więc możemy podziwiać  jedyną w swoim rodzaju świątynię w Abu Simbel. Niesamowite, że pustynia dała radę zasypać tak wielki obiekt i przemieścić w czasie do XXI wieku w stanie nienaruszonym. Na ścianach Abu Simbel wyryte są przepiękne komiksy wciąż kolorowe i trójwymiarowe. Te niezwykłe obrazki i hieroglify pięknie opowiadają o starych bogach, faraonach, wojnach i życiu ludzi trzy tysiące pięćset lat temu…

Abu Simbel to również pokaz możliwości inżynierów i archeologów. Potężną świątynię pocięto na kawałki, przetransportowano wiele kilometrów dalej i wyżej, ponad poziom wód jeziora. Na miejscu usypana została cała, nowa góra, w której świątynię jak z klocków Lego złożono ponownie i zrekonstruowano dokładnie w takim stanie, w jakim była tuż przed przeniesieniem.

Abu Simbel to piękne wspomnienie o Nubii. Na szczęście nie jedyne. Dla nas najpiękniejszym wspomnieniem będzie…


Dodatkowe informacje