• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9

Pustynia Biała

Wydaje się najpiękniejsza, jaką widzieliśmy. Biały piasek, białe skały i białe, jakby gipsowe rzeźby, stworzone przez matkę naturę na setkach hektarów powierzchni. Niezwykła jest ta pustynia. Sporo z nich jest już za nami. Możemy porównać ją do Pustyni Namibijskiej, pustyń i półpustyń tanzańskich i kenijskich oraz poznanych dotąd zakątków Sahary w Sudanie i Egipcie.

Biała Pustynia jest rzeczywiście wśród nich perełką. Nawet całkiem sporą perełką, bo pojedziemy przez nią cały następny dzień.

Spędzamy kolejną magiczną noc w obozie na białych skałach…

…w obozie rozgrywamy oficjalny mecz Polska-Francja, który wygrywamy 6:5 :-)

Po zwycięstwie w takim miejscu i z takimi graczami, śniadanie smakuje inaczej niż zwykle.

Rano zjeżdżamy z oznakowanego szlaku i offroad’em jedziemy na azymut, przed siebie, w kierunku oazy Al-Farafira. Po drodze spotykamy się znowu z Francuzami ;-) Oczywiście decydujemy się ponownie połączyć siły.

I tak udaje nam się razem zabłądzić na Pustyni Białej. Bo wbrew pozorom nie da się tu jechać prosto, jak pokazuje kompas. Pustynia pocięta jest zdradliwymi polami grząskiego piasku, wydmami, głębokimi dolinami i skalistymi górami.

Kluczymy między nimi, mając duszę na ramieniu. „Pagoda” jedzie na awaryjnej półośce, w „Disco” tradycyjnie nie ma wstecznego, a w „Bolowozie” trwa jazda na krawędzi ryzyka. Osłabiony, zaimprowizowany tylny napęd, to ostatni już napęd w tym aucie.

To nasze zagubienie na pustyni oczywiście nie jest zbyt dramatyczne. Jesteśmy blisko cywilizacji, mamy telefon satelitarny, dodatkowo zapasy wody, paliwa i jedzenie, a w okolicy jest sporo terenówek.

W tych warunkach zaginiona karawana GloBall świetnie się bawi, szukając drogi do oazy w przepięknych krajobrazach. Gdy w końcu znajdujemy szlak, nadchodzi czas na ostateczne  pożegnanie z francuską rodziną. Było nam z Wami naprawdę dobrze, długo będziemy wspominać tych kilka wspaniałych dni!

Na szczęście nic się nie psuje i po wielu przygodach w piachu, włącznie ze szturmowaniem ostrych, piaszczystych podjazdów, wykopywaniem aut i wyciąganiem się na linach, następnego dnia docieramy wreszcie do Kairu.

Nie zapominamy oczywiście o tym, że jutro Wielkanoc i że trzeba się do niej odpowiednio przygotować…

Ostatnie śniadanie na pustyni poświęcamy zatem gotowaniu jaj na twardo, z tradycyjnym kolorowaniem skorupek za pomocą łupin z cebuli.

A zatem czas na Wielką Noc z Jurą, który już czeka na nas pod piramidami!


Dodatkowe informacje