• 1
  • 2
  • 3
  • 5
  • 6
  • 7
  • 9

Artykuły

Izrael

Ziemia Święta to kolejne miejsce na naszej trasie, o którym możemy z całą stanowczością powiedzieć: kompletnie inny kraj. Inny, niż wszystkie dotąd. Może to banał, ale w tym miejscu słowo inny  nabiera nowego znaczenia. Aspekt geopolityczny, kulturowy, historyczny i religijny tej ziemi nie ma precedensu w skali całego świata.

Tu spotykają się wszystkie wielkie religie monoteistyczne. Tutaj tli się najbardziej skomplikowane zarzewie wojny na ziemi. Mały kraj, zamieszkany przez kilka milionów ludzi, który łączy w sobie nierozwiązywalne jak na razie konflikty między światem islamskim, chrześcijańskim i  judaizmem. Niewielki izraelski naród sąsiaduje tu z wielosetmilionową społecznością Arabów. Kieszonkowy kraj, przez który można przejechać w parę godzin, ale którego historii nie da się poznać nawet przez całe życie. Kraj domniemywanej przez tropicieli spiskowej teorii dziejów światowej zmowy, Grupy Trzymającej Władzę nad wszystkim, opisanej w słynnej fałszywce zatytułowanej „Protokoły Mędrców Syjonu”, ponoć autorstwa jeszcze carskiej ochrany. Cel wielu kolejnych wypraw krzyżowych, kraj wojen, które trwają tu nieprzerwanie do dziś.

I trzeba przyznać, że jest w tym kraju wszystko, co można sobie wyobrazić. Wielki Betonowy Mur, dzielący skłóconych Palestyńczyków i Żydów. Jest tutaj najbardziej bitna i najlepiej wyszkolona armia świata, która potrafi wygrywać wojny w sytuacjach pozornie beznadziejnych. Tu leży kamienna Jerozolima – jedno z najbardziej niezwykłych miast świata. Tu, wśród realiów Afryki i Azji, zbudowane zostało państwo nowoczesne, bogate, świetnie zorganizowane. Ale też państwo dziwne, odizolowane, otoczone z wszystkich stron wrogimi armiami.

Okaleczony holocaustem naród żydowski znalazł tu, po raz kolejny zresztą, swoją Ziemię Obiecaną. Odbyło się to jednak kosztem tych, którzy mieszkali tu wcześniej. Kosztem porzuconych, tak naprawdę przez wszystkich, na pastwę losu Palestyńczyków. To, obok pobliskich Kurdów, drugi taki naród w tej części świata – bez ojczyzny i bez widoków na lepszą przyszłość na własnej ziemi. Oficjalnie popierany jest przez kraje arabskie, ale nie dajcie się zwieść, Palestyńczycy to prawie taki sam problem dla Jordanii i Egiptu, jak dla Izraela. Kurdom jest aktualnie o wiele lepiej niż w przeszłości, przynajmniej w Iraku. Mają tam prawdziwą autonomię i w praktyce – nareszcie własną, niezależną ziemię.

Izrael to kraj trudny do ogarnięcia rozumem w tak krótkim czasie, ale z pewnością fascynujący. Cieszymy się wszyscy, że tak pokierował nami los. Zamiast do Jordanii i Syrii, musieliśmy jechać przez Ziemię Świętą.

Ideowy zawrót głowy

To święta ziemia tak samo dla muzułmanów, chrześcijan i Żydów. A jakbyśmy jeszcze zaczęli liczyć oddzielnie sunnitów i szyitów, Ormian, Greków, katolików, protestantów, Kościół Etiopski, Koptyjski i rzesze innych odmian tych głównych religii – dostalibyśmy zawrotu głowy.

I oczywiście tego zawrotu głowy dostaniemy, bo do Jerusalem trafimy akurat w najważniejszym momencie dla tego miasta w skali roku, przynajmniej z punktu widzenia chrześcijan prawosławnych. W Wielkanoc, która dla nich wypada tydzień po tej, którą obchodziliśmy w Kairze – po katolickiej.

Ruszamy zatem pełni energii, bo wszystkich ta Jerozolima bardzo intryguje.

GloBall pogrążony w głębokiej depresji :-)

Pokonujemy pustynię Negev, oczywiście zatrzymując się po drodze nad Morzem Martwym. Dzięki temu piłka GloBall do swojej bogatej już biografii dopisać może wpadnięcie w najgłębszą depresję na ziemi. Jesteśmy wg. naszego GPS-a 353 metry poniżej poziomu morza, a oficjalnie jest jeszcze niżej. Skoro już tu jesteśmy, a do Polski coraz bliżej, postanawiamy nieco zadbać o nasz obszarpany przez długą podróż wizerunek.

W tym celu moczymy nasze sterane ciała w sławnej solance, chichocząc radośnie, bo wyporność naszych kadłubów w odmętach Morza Martwego jest doprawy niezwykła. Wszyscy o tym czytaliśmy lub słyszeliśmy, ale jednak trzeba to koniecznie odczuć na własnej skórze. Pływamy po powierzchni jak korki od wina. Stan nieważkości jest naprawdę dziwny i bardzo zabawny.

Pluskaniu towarzyszy namaszczenie się wszystkouzdrawiającym błotem…

…i dopiero po tych zaawansowanych ablucjach możemy pędzić dalej. Depresja nam przeszła całkowicie. Jesteśmy gotowi na…

Najstarsze miasto świata

Wieczorem dojeżdżamy do najstarszego miasta na świecie, mającego ponad 10.000  (tak, słownie:  dziesięć tysięcy) lat Jerycha. Miasta, którego mury stały już od kilku tysięcy lat, gdy w Egipcie budowano piramidy…

Jerycho leży na terenie Autonomii Palestyńskiej. Miasto wita nas serdecznie. Ulice w centrum są w nocy, jak to w krajach arabskich, pełne ludzi. Jest bezpiecznie, ludzie są gościnni i bardzo otwarci. Naprawiamy tu ”Pagodę”, której wreszcie odpada pospawana w Sudanie półośka (mamy już zapasową, więc luzik).

Gramy wieczorny mecz z palestyńską młodzieżą. Jest super. Po raz kolejny potwierdza się, że Polacy są również w tej części świata bardzo mile widziani, jako naród nieobciążony kolonialnymi stereotypami. Ludzie bardzo to podkreślają w rozmowach, są tego świadomi i jest to dla nich ważne.

Zespół palestyński składa się z roześmianych, żywiołowych nastolatków. Grają z nami: Ahmed, Firas, Samir, Muhamad i Ibrahim. Wynik - remis 4:4. Gramy ten ważny mecz 12 kwietnia 2012, a na wieczór zaprasza nas do siebie szef palestyńskiej policji w Jerycho.

Kapitan nazywa się Ahmad Jaafreh. Gospodarz ugaszcza całą ekipę herbatą w swoim domu, a GloBall Camp rozbijamy na placu przed rodzinną siedzibą człowieka, który pilnuje porządku w Jerycho.

Kapitan mówi, że lepiej zrobić tak z troski o nasze bezpieczeństwo. Nigdy nie wiadomo, czy komuś coś do głowy nie strzeli, a im, Palestyńczykom, bardzo zależy, by nikomu w Autonomii włos nie spadł z głowy. Opowiada, że kształt naszych samochodów może komuś zasugerować, że mamy coś wspólnego z izraelską policją lub wojskiem (faktycznie, korzystają też z Land Rover’ów). Śpimy zatem pod domem kapitana, a rano ruszamy poznawać realia Autonomii Palestyńskiej, żegnając się serdecznie z rodziną Jaafreh.

Autonomia Palestyńska leży na terytorium Izraela, ale ma własną administrację i służby mundurowe. Wojsko lub policja izraelska wkraczają tu jedynie, by np. kogoś aresztować, co wywołuje wrogie reakcje ludności, która rzuca wówczas kamieniami wyrażając swój gniew.

Pytamy przy okazji, o co chodzi z kierowcami, którzy przejeżdżają skrzyżowania na czerwonym świetle? Widzieliśmy kilka takich sytuacji. Jedne auta grzecznie stały, gdy inne ignorowały zakaz w całkiem brawurowy sposób. Kapitan wyjaśnia nam to jako jedną z miejscowych anomalii. Na czerwonym świetle grzecznie stoją Palestyńczycy z Autonomii. Zakaz bezczelnie łamią Palestyńczycy mieszkający w Izraelu i posiadający jego obywatelstwo. Policja palestyńska nie ma prawa ich zatrzymać ani ukarać, a policja izraelska nigdy tu bez wielkiej potrzeby nie zagląda, więc są całkowicie bezkarni i uciążliwi. Jakiś czas temu jeden z takich kierowców zabił na przejściu dla pieszych w Jerycho małą dziewczynkę i zbiegł z miejsca wypadku, dodatkowo komplikując i tak trudną od zawsze sytuację. Z takich wątków składa się palestyńska rzeczywistość i nic tu nie jest jednoznaczne ani czarno-białe.


Do myślenia o tym wszystkim wrócimy w Jerozolimie, a tymczasem…

…jesteśmy w mieście, które ma ponad 10.000 lat! To niesamowite: nasza polska, zamierzchła historia ma „aż” tysiąc lat, z których czujemy się dumni i szpanujemy tym czasem w takich na przykład młodziutkich Stanach Zjednoczonych. Ale tutaj nasz Mieszko I zdaje się ledwie młodzieniaszkiem, któremu wąs dopiero sypie się pod nosem. A Kraków to świeżo założone nad Wisłą osiedle.

Pod Murami Starego Jerycha jesteśmy przywitani najgościnniej chyba dotąd w czasie całej podróży. Wygląda na to, że kapitan Ahmad nas tu zapowiedział, bo witają nas pysznym sokiem ze świeżo wyciśniętych pomarańczy (z lodem!!), ciastkami, a na teren muzealny możemy wejść za darmo. Palestyńczycy są naprawdę wspaniałymi ludźmi. Dopiero, kiedy się pozna takich ludzi, można porzucić stereotypy, jakie mamy prawie wszyscy zakorzenione po latach powtarzania w europejskich mediach informacji na temat „trudnej sytuacji w Izraelu”. Tu można to poczuć tak po prostu, po ludzku.

Palestyńczykom bardzo zależy na tym, by o ich kraju mówić. My z przyjemnością piszemy i mówimy  dużo i zawsze dobrze.  To fantastyczni ludzie, którym należy się własny kraj i życzliwość świata, który  o nich zapomniał, a drażliwy problem zamiótł pod dywan, chowając go za wysokim murem z żelbetonu, który otacza już prawie całą granicę Autonomii…

Jerycho to miasto historii warstwowej, archeologicznej. Tych warstw są tu dziesiątki. Ilustrują mijające wieki i tysiąclecia. Naprawdę są tu mury i konstrukcje, mające sto stuleci…

By złapać do Jerycha odrobinę dystansu, wjeżdżamy samochodami karkołomną drogą, skosami wspinającą się na stromą, dominującą nad miastem górę.


Na krawędzi przepaści przyklejony do skały wisi starożytny klasztor, pod którym gramy minimecz z młodymi Palestyńczykami.

Jest to prawdziwy…

Mecz na krawędzi

…wysokiego ryzyka.

Gramy na urwisku skalnym, jakieś 300 metrów ponad doliną. Jeśli piłka przeleci nam nad ochronnym płotkiem, to będzie potrzebna niezła ekspedycja, by ją odzyskać. Zgodnie z przewidywaniami, piłka spada na samo dno, a mały piłkarz z Autonomii wyrusza na wspinaczkowe poszukiwania, zwieńczone sukcesem.

Jerycho ma 10 000 lat, bo zbudowane jest w dolinie, zasilanej w wodę kilkoma potężnymi, nigdy nie wysychającymi źródłami. To one przyciągały tu od tysiącleci osadników, budowały bogactwo miasta i wabiły wrogów. Dlatego miasto było wielokrotnie oblegane, często skutecznie. Jak wtedy, gdy mury Jerycha runęły od ryku równie znanych trąb jerychońskich. Z szacunku dla zabytków nie uruchamiamy naszych egipskich, samochodowych i odjeżdżamy spokojnie w kierunku…



Dodatkowe informacje